Na spotkanie z doktor rehabilitacji czekałam na liście pacjentów rezerwowych. Rokowania nie były najlepsze, może w styczniu coś się zwolni? W takich przypadkach tylko cud może przyspieszyć procedurę. I stało się! Nie minął tydzień i ktoś odwołał wizytę, a pozostałym oczekującym nie pasował proponowany termin. Spodziewałam się, że wyglądam jak jogin w skręcie i będzie mnie trzeba długo i żmudnie prostować, ale jak wiele spraw w moim życiu kłopoty z kręgosłupem okazały się układać wbrew logice. Zadane przez panią doktor ćwiczenia sprowadzają się do unikania sportu i wykonywania niewielkich, ale cholernie wysiłkowych ruchów, które uwaha uwaha, mają wykrzywić kręgosłup szyjny! Okazuje się bowiem, że w którymś momencie życia połknęłam kij od miotły i teraz muszę się ponaginać, bo brak mi naturalnych krzywizn. Ani śladu niezbędnej do życia w zdrowiu lordozy! Naginać się powinnam co dwie godziny, przez około dwie minuty. Do tego mam ćwiczyć leżąc, muszę kupić specjalną poduszkę w rozmiarze em, nie mogę zakładać nogi na nogę, a wszystkie ruchy głową musi zastąpić wzrok! Generalnie mam patrzeć przed siebie i nie chylić czoła, bo za kilka lat złożę się jak scyzoryk. Metaforyczna warstwa tejże diagnozy bardzo mi się podoba. W realu jest nieco gorzej – snuję się ulicami Krakowa krzywiąc się i podrzucając dziwacznie ramionami. Pani doktor kazała przysiąc, że będę głowę trzymać prosto jakbym miała na niej coś bardzo cennego. Coś co nie może upaść. Z koszyczka skojarzeń pierwsze wypełzło i na mej głowie się rozsiadło jajo - jajogłowa ja?
Brownie
6 jaj (uff!)
2 tabliczki czekolady, tłustej
kostka masła (masła, a nie jakiegoś miksu!)
100g mąki (pszenna lub tortowa)
300g cukru trzcinowego
50g orzechów włoskich (lubię również w wersji z wiśniami podkręconymi nalewką lub czystą, albo z płatkami migdałowymi podkręconymi Amaretto)
W kąpieli wodnej łączę czekoladę z masłem. Ubijam jaja stopniowo dodając cukier i mąkę, a następnie łączę masy i dorzucam orzechy. Piekarnik nagrzewam do 200 stopni, a na spód blachy kładę papier do pieczenia. Brownie piekę około 18-20 minut (ciasto ma być wilgotne). Kiedy ciasto lekko ostygnie polewam je ganache (topię 2 tabliczki czekolady w podgrzanej kremówce, łączę je mieszając). Dekoruję, a jakże! Stosownie do okazji...
Brownie
6 jaj (uff!)
2 tabliczki czekolady, tłustej
kostka masła (masła, a nie jakiegoś miksu!)
100g mąki (pszenna lub tortowa)
300g cukru trzcinowego
50g orzechów włoskich (lubię również w wersji z wiśniami podkręconymi nalewką lub czystą, albo z płatkami migdałowymi podkręconymi Amaretto)
W kąpieli wodnej łączę czekoladę z masłem. Ubijam jaja stopniowo dodając cukier i mąkę, a następnie łączę masy i dorzucam orzechy. Piekarnik nagrzewam do 200 stopni, a na spód blachy kładę papier do pieczenia. Brownie piekę około 18-20 minut (ciasto ma być wilgotne). Kiedy ciasto lekko ostygnie polewam je ganache (topię 2 tabliczki czekolady w podgrzanej kremówce, łączę je mieszając). Dekoruję, a jakże! Stosownie do okazji...
ja domagam się takiego deseru!!!julka
OdpowiedzUsuń