Wielki kryzys małego portfela. Tak to chyba należy nazwać. Nie pierwszy raz mnie dopada i drżę na myśl, że nie ostatni. Piszę o tym, bo właśnie zjadłam bardzo dojrzałe i smakowite mango. Na pierwszy rzut oka te puzzle w żaden sposób nie dają się połączyć, jednak jest elastyczny rys, cieniutka linia absurdu, która spaja oba tematy we wspólną kategorię - owoce kryzysu.
Z biedy okrutnej, pustek w portfelu i perspektywach, oszczędność szybko staje się cnotą kardynalną. Dla osoby jak ja może nie rozpustnej, ale kochającej drobne przyjemności, najgorszą karą poza „strasznym strachem” jest spadający na łeb i szyję standard życia. Swoją drogą sama wybrałam zawód, który albo nie daje pieniędzy, albo kradnie czas na ich wydawanie.
Bez biczowania i wypominania, trzymając się tematu do owocnego finału zatem. Kilka kryzysów temu przyjaciółka w żartach zwróciła uwagę, że jak na trawioną finansowym robakiem całkiem nieźle się odżywiam. Tego dnia przyniosłam do biura świeżo upieczony chleb i przygotowaną w pośpiechu pastę z avocado i pieczonym czosnkiem. Zajadając aromatyczne pajdy zaczęłyśmy wyliczać jakież to specjały i pomysły mieszczę w podszytym wiatrem budżecie? I tak odkryłam, że jem nie tylko smakowicie i wytwornie, ale w zgodzie z wszelakimi trendami, które hołdują prawom natury! Moja dieta jest względnie bezmięsna - choć i tak niewiele mięsa jadam. Do garnka wrzucam co kleparz lansuje - wybieram produkty sezonowe, bo na przykład obfitość plonów znacznie obniża koszty produkcji. Wybieram egzotyczne owoce, niedrogie i sycące, z których miksuję aromatyczne koktajle, łączę zaskakujące sałatki albo w całości pochłaniam na przegryzkę, śniadanie albo deser. Komponuję pasty fasolowe z dodatkiem hinduskich przypraw, ostrej papryki czy orzechów. Młócę zupy kremy, bo za oknem zima i zimno.
Moja twórczość i wyobraźnia kwitną w kryzysie! W zdrowym ciele zdrowieje duch, a galopujący w dół standard życia zmusza ospałą wyobraźnię do podwyższania lotów – sięgania dalej niż bułka w biegu, kiedy pieniądz jest, ale czasu nie ma. I właśnie dlatego, a na dodatek dokładnie w tej chwili, postanowiłam zebrać kilka kulinarnych pomysłów - jeśli cudzych to z honorami się odwołam, a jeśli własnych wspomnę od czasu do czasu o krytycznych okolicznościach ich powstawania.
To co, do dzieła - smakować owoce kryzysu, na przekór złym czasom i na zdrowie!
Z biedy okrutnej, pustek w portfelu i perspektywach, oszczędność szybko staje się cnotą kardynalną. Dla osoby jak ja może nie rozpustnej, ale kochającej drobne przyjemności, najgorszą karą poza „strasznym strachem” jest spadający na łeb i szyję standard życia. Swoją drogą sama wybrałam zawód, który albo nie daje pieniędzy, albo kradnie czas na ich wydawanie.
Bez biczowania i wypominania, trzymając się tematu do owocnego finału zatem. Kilka kryzysów temu przyjaciółka w żartach zwróciła uwagę, że jak na trawioną finansowym robakiem całkiem nieźle się odżywiam. Tego dnia przyniosłam do biura świeżo upieczony chleb i przygotowaną w pośpiechu pastę z avocado i pieczonym czosnkiem. Zajadając aromatyczne pajdy zaczęłyśmy wyliczać jakież to specjały i pomysły mieszczę w podszytym wiatrem budżecie? I tak odkryłam, że jem nie tylko smakowicie i wytwornie, ale w zgodzie z wszelakimi trendami, które hołdują prawom natury! Moja dieta jest względnie bezmięsna - choć i tak niewiele mięsa jadam. Do garnka wrzucam co kleparz lansuje - wybieram produkty sezonowe, bo na przykład obfitość plonów znacznie obniża koszty produkcji. Wybieram egzotyczne owoce, niedrogie i sycące, z których miksuję aromatyczne koktajle, łączę zaskakujące sałatki albo w całości pochłaniam na przegryzkę, śniadanie albo deser. Komponuję pasty fasolowe z dodatkiem hinduskich przypraw, ostrej papryki czy orzechów. Młócę zupy kremy, bo za oknem zima i zimno.
Moja twórczość i wyobraźnia kwitną w kryzysie! W zdrowym ciele zdrowieje duch, a galopujący w dół standard życia zmusza ospałą wyobraźnię do podwyższania lotów – sięgania dalej niż bułka w biegu, kiedy pieniądz jest, ale czasu nie ma. I właśnie dlatego, a na dodatek dokładnie w tej chwili, postanowiłam zebrać kilka kulinarnych pomysłów - jeśli cudzych to z honorami się odwołam, a jeśli własnych wspomnę od czasu do czasu o krytycznych okolicznościach ich powstawania.
To co, do dzieła - smakować owoce kryzysu, na przekór złym czasom i na zdrowie!
hej,Lola fantastyczny pomysł!idealnie by polaczyc przyjemne z pożytecznym, bede tu częstym gościem.z niecierpliwością czekam na fotki:)
OdpowiedzUsuńjestem głodna na jeszcze,marysia
OdpowiedzUsuńFantastycznie! Przy okazji zachęcam - tu o gustach się dyskutuje :)
OdpowiedzUsuń