wtorek, 9 grudnia 2008

Sycąca rekompensata

Do pracy jadę długo, jakieś czterdzieści pięć minut. W warunkach super-synchronizacji pokonuję ten dystans z jedną przesiadką. W gorszych warunkach zawsze może być gorzej. Zupełnie niedawno kierowca mojego prawie wiejskiego autobusu pomylił drogę i skręcił w całkowicie jednokierunkową uliczkę. Wrzaski pasażerów, klaksony, słoń na wstecznym – możecie sobie ten cyrk wyobrazić. Innym razem nie zatrzymał się na właściwym przystanku i wraz z pozostałymi pasażerami zwiedziłam szarą autobusową pętlę. Zdarzyło się też, że z powodu remontów kierowca zaskoczył mnie nową okrężną drogą, którą pokonywał w tempie metr na minutę. MPK powinno organizować wycieczki integracyjne, dzięki komunikacyjnym potyczkom poznaję kolejnych stałych pasażerów. Co jakiś czas szef zapytuje złośliwie how was the bus today? Cóż mogę rzec, też bym nie wierzyła gdyby to nie był element Moich Porannych Komplikacji? Atrakcyjne czterdzieści pięć minut z MPK ma jeden ważny plus. Podróżując przez miasto zyskuję czas na czytanie, o który wieczorem trudno walczyć z bliskimi i snem!
O ile poranek jest do zniesienia powrót przez zakorkowane miasto i przedłużające się oczekiwanie na mój prawie wiejski, zwłaszcza w grudniu, wymaga większej niż książka rekompensaty. Czegoś sycącego, optymistycznego i ciepłego. Jakiś czas temu w sklepie ze zdrową żywnością wpadła mi w ręce mieszanka ryżu i różnych fasoli zatytułowana Wiejska Zupa Optymistyczna... Posmakowałam.

Wiejska Zupa Optymistyczna

op. Wiejskiej zupy optymistycznej (mix dostępny w sklepach ze zdrową żywnością)
pomidory (puszka, słoik, natura - zależy jak długo czekałam na autobus)
kilka plastrów boczku (wersja wegetariańska jest równie pyszna)
rosół warzywny
ząbek czosnku
sos Worcestershire
chili (młynek)
sól

Na średnim ogniu zagotowuję mix z rosołem. Plastry boczku kroję na mniejsze kawałki i podsmażam na patelni (bez tłuszczu). Do boczku dodaję pomidory i czosnek - chwilę duszę, a następnie łączę z rosołowym mixem. Doprawiam sosem Worcestershire, chili ew. solą. Dla złamania smaku można dodać odrobinę cukru trzcinowego. Zupę gotuję na niewielkim ogniu dopóki fasole i ryż nie zmiękną. 
UWAGA! Optymistyczna pochłania dużo wody. Gdyby się jednak nie udało temu zapobiec można ją lekko rozcieńczyć pomidorami i powstały w ten sposób farsz podawać np. zawinięty w zwyczajny naleśnik lub tacos. Kleks ze śmietany na wierzch?

2 komentarze:

  1. hej Lola dziś z wielką przyjemnością rozgrzałabym się Twoją zupą optymistyczną.W oczekiwaniu na przystanku zamarzałam wypatrujac przez pół godziny na oczekiwany autobus.Myśli o"ciepłej strawie"zaprzątały mi głowę w powrotnej drodze.przygotowanie zupy w hotelu marne szanse:)ale na szczęście po drodze był "chińczyk", pochłonęłam kurczaka w cieście kokosowym!Wlasnie Lola a kiedy jakąś chińszczyznę uwarzysz?julka

    OdpowiedzUsuń
  2. O kochana, mówisz - masz!

    OdpowiedzUsuń